piątek, 6 marca 2015

No to tak....

Obiecałam że wrócę, więc wracam :D 
Mój pomysł o opowiadaniu o Martinie, no cóż.... Nie wypalił.... 
Więc po co ta notka?
Mam przyjemność zaprosić Was na mojego nowego bloga (ff o Violetcie).
Jest on inny od wszystkich mimo, że prolog wydaje się przewidywalny ;))) 
Mam nadzieje, że będę w Was mieć stałych czytelników :3 
No to, co? Daje link i spadam C:

Widzimy się na nowym blogu, no nie? <3 :d

sobota, 7 lutego 2015

Słoneczka wy moje! ♥

Moi drodzy !
Przychodzę do Was z tą krótką, lecz myślę że ważną notką*-*
Za miesiąc blog startuje z... DRUGIM SEZONEM!
O tak! Kto będzie główną bohaterką? Martina Ferro :D 
Nie, nie będzie wyglądać tak, jak wygląda Tini. Nie, nie :3 
Dobrze, siedzę już cichutko *....* Mogę tylko gwarantować, że ta historia będzie inna niż wszystkie :) 
Pozdrawiam i bądźcie cierpliwi ! ^_^ 

czwartek, 5 lutego 2015

Epilog

Dwa lata później

TO JUŻ BYŁO....

-Leon, gdzie pieluchy?-zapytałam trzymając Mercedes na rękach.-Zaraz wychodzę.
-Przypominam Ci, że jesteś jego ciocią, Lusiu.-zaśmiał się mój braciszek zabierając swoją córkę. 
-Tak się bawimy? Ok. Nie kazałam Ci robić Francesce dziecka.-uśmiechnęłam się. 
Leoś popatrzył na mnie spod oka. Wzruszył ramionami i wyciągnął z szuflady paczkę pieluch po czym opuścił pokój. 
Tak więc jestem ciocią. Ciocią i dziewczyną Federico. 
Pozbierałam z podłogi ubrania małej i ułożyłam je na łóżku. Leon, zadowolony bo udało mu się ją uśpić. 
-Gdzie ona w ogóle jest? Miała przyjść godzinę temu. Czy ona zapomniała, że ma dziecko?!-mamrotał nerwowo szatyn. 
-Jest z Marco. Pisała mi.-westchnęłam.-Ej, nie dziwi Cię to, że on z nią dalej jest?
-Dziwi. Dziwi mnie też, że Violetta mnie chce.-zaśmiał się. 
-Ja tam bym nie chciała faceta z dzieckiem.-parsknęłam. 
Leon przewrócił oczami i spojrzał na telefon który przed chwilką wyciągnął z kieszeni. Na widok godziny głęboko westchnął. 
-Słuchaj, niech ona ruszy tą Włoską dupę bo chce już wyjść. Jak znowu się spóźnię to Violka mnie zabije.-warknął. 
-Chyba Mechi płacze. Idź do niej zobacz. Za 10 minut będzie tu Federico.
-Dobra, już dobra. Gdzie butelka? I gdzie Maxi? 
-W kuchni. 
-Maxi czy butelka?
-Maxi. I butelka. 
***
Wszyscy stali przed naszym domem. Mama płakała, tata lulał Mechi. Leon ściskał Violette za rękę. Maxi starał powstrzymywał się, by się nie rozpłakać. A Federico? Federico wnosił moje bagaże do auta. Patrzyłam się na nich wszystkich i serce mi pękało. Matko, jak ja będę za nimi tęsknić!
-Jesteśmy.-wydyszał Diego trzymając za rękę Natalie.-Wybacz, samochód mi się zepsuł...
-Nie ma sprawy.-mocno go przytuliłam. 
-Lu, musimy jechać. Za godzinę mamy samolot a jeszcze trzeba dojechać na lotnisko.-szepnął Fede podchodząc do mnie z tyłu.
-Dobrze.-westchnęłam.
Najpierw podeszłam do mamy.
-Mamo, będziemy się kontaktować. Kocham Cię. Jestem już dorosła. Tak będzie lepiej, serio.-wydukałam tuląc ją do siebie. 
-Tato.-położyłam ojcu rękę na ramieniu.-Nie martw się, poradzę sobie. Będzie dobrze.
Jego też przytuliłam. Większość mojego tuszu pokryło jego ramię. 
-Leon, Maxi. Jesteście najlepszymi braćmi na świecie. Leoś, dbaj o małą. Bądź szczęśliwy z Violettą. Maxi... Śpiewaj, tańcz.. Rób Bóg wie co, ale spełnij swoje marzenia.-cmoknęłam każdego z braci w policzek. 
-Violu, ty...-wymamrotałam po czym rzuciłam się jej na szyje.-Kocham Cię, przyjaciółko.
-Diego, Nata.-przełknęłam ślinę.-Wiem, skrzywdziliście mnie. Mimo to, wybaczam Wam. Bądźcie szczęśliwi. 
-Dziękujemy, Ludmi. To samo tyczy się Ciebie i Federico...-wyszeptała Natalia. 
Wsiadłam do auta jeszcze raz machając wszystkim. Moje policzki były już całe czarne. 
Żegnaj, Buenos Aires.

 ***
Boże, ta suknia jest... Piękna. Nigdy nie sądziłam, że w wieku lat dziewiętnastu wyjdę za mąż.
-Wyglądasz cudownie, kochanie.-Federico pocałował mnie w włosy obejmując od tyłu. 
-Federico! Opuść ten pokój w tej chwili!-krzyknęłam.
-Lu, o co chodzi? Co znowu zrobiłem?
-Pech. Ściągniesz na nas pecha. Pan młody nie może zobaczyć panny młodej przed ślubem.
-No oczywiście.-zaśmiał się kpiąco i wyszedł. 
No fakt, jestem przesądna. Ale chce, by to wszystko wyszło... Idealnie. Zobaczy moich przyjaciół i rodzinę, których widuje raz na jakiś czas. 
-Hej, Ludmi.-odwróciłam się.
-Oj, Alex. Cześć, wystraszyłeś mnie.-zachichotałam. 
-Wybacz. Nie chciałem... Ładna sukienka.-uśmiechnął się.
-Coś się stało?
-Yh, tak, tak. Goście są już pod kościołem. Fede właśnie pojechał. Gdzie Violetta?
-Mówiła, że idzie się napić. Poszukaj jej, proszę. Muszę się zebrać w najwyżej piętnaście minut.
Chłopak wyszedł a ja próbowałam jakoś szybko się zebrać. Gdy by nie szybkie przyjście Violi, nie wiem co by się stało. Argentynka pomogła mi się przygotować. A dokładnie dokończyć przygotowania. 

CO TERAZ?

Jak widzicie, ułożyłam sobie życie. Okazało się, że Leon miał krótki romans z Francescą która okazała się dziewczyną dzięki której Leoś miał być ojcem.
Violetta za tydzień wychodzi za Leona. Będą Naty i Diego, Camila i Alex, Lara i Maxi i wiele innych osób.
Od roku mieszkam w Madrycie. Przeprowadziłam się tam z Federico by studiować, na wymarzonej uczelni.  
Maxi jest z Larą w dalszym ciągu. Są niezwykle wytrzymali. 
Marco i Fran zerwali. Hm, no cóż. To chyba przez Mercedes, córkę Francescy i Leona. 
Camila i Alex jednak wytrzymali razem związek na odległość. 
A Clara? Od roku nikt jej nie widział. Podobno związała się z Tomasem... 
Patrząc na całe moje dotychczasowe życie jestem zadowolona. Cieszę się z najmniejszych rzeczy. Napisała bym coś jeszcze jednak muszę nakarmić Martine.
Ale o niej... Już kiedy indziej.  
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Epilog. Nie myślcie, nie był pisany na odwal się. Bardzo się nad nim starałam. Nie wyszedł taki, jaki chciałam. 
Pozdrawiam Was bardzo gorąco i dziękuje za czytanie tego wszystkiego. 
Mam jeszcze jedną prośbę... Niech każdy, kto czytał tego bloga zostawił po sobie ślad w postaci komentarza. Chciałabym wiedzieć, ile osób mnie czytało. 
A może to nie koniec blogów z Violettą...

sobota, 31 stycznia 2015

WAŻNE

"Wszytko ma swój początek i koniec"
Hm... Jak by to wyjaśnić... Violetta mi już przeszła. Znudził mi się ten serial i po prostu uznałam, że skoro on mnie za bardzo nie interesuje to... Po co pisać o nim bloga?
Nie, to nie jest tak, że teraz będę go wyzywać od Sroletty i śmiać się z innych V-lover. 
Oczywiście blogi będę czytać dalej bo dlaczego nie? Liczy się fabuła ;) 
Przepraszam Was bardzo. Ja... Ta telenowela wprowadziła mnie w zachwyt ale teraz... Ten 3 sezon nie jest aż tak świetny jak drugi. Dalej mam ogromny szacunek do aktorów i nie będę ich hejtować. 
No ale nie umiem po prostu nie pisać. W moich czytelnikach jest może jakaś Directioner? A może Smiler? Będę dalej pisać. W prawdzie nie o Violetcie ale... Proszę Was, byście chociaż przeczytali prolog. Może, mimo tego że nie jest o Violce, spodoba się Wam i będziecie czytać? No cóż. I tak przy 11 rozdziale jest jeden komentarz więc... Daje linka i się żegnam, tak?
Tak, dawałam go już ale pewnie nie będzie się chciało Wam szukać w postach.
Mi też by się nie chciało XDDD

P.S
Blog nie zostaje usunięty i myślę, że jest możliwość, bym coś tu jeszcze napisała. Tzn:Epilog. Nie, nikt nie umrze  xdd
Przesyłajcie mi w komentarzach linki do swoich blogów :)

czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział 11[AKTUALIZACJA]

"Jeśli możesz żyć wiecznie, to musisz wiedzieć po co żyjesz."

 Po tej bezsensownej rozmowie w parku postanowiłam wracać do domu. Po drodze kupiłam sobie gałkę lodów truskawkowych. Dość szybko dotarłam. 
Rodzice powinni wrócić za godzinę. Nie byłam zbyt głodna, przez te lody więc poszłam do swojego pokoju. Uznałam, że trzeba tu troszkę posprzątać. Ostatnio jestem zabiegana i nie myślałam o porządku. Wzięłam więc odkurzacz który stał w rogu przedpokoju. Podłączyłam kabel do gniazdka i dokładnie odkurzyłam czarny, puszysty dywan leżący w moim pokoju. Następnie ułożyłam wszystko na półkach i pościeliłam łóżko. Dobrze, teraz jest czysto. Otworzyłam szafę by ubrać bluzę bo z robiło mi się zimno. Tu, o dziwo było czysto. W oczy rzucał się tylko album ze zdjęciami. Nie wiem, jak się tu znalazł. Chyba włożyłam go gdy ostatnio sprzątałam. Usiadłam na łóżku i go otworzyłam. Na prawie wszystkich zdjęciach byłam z Diego. Zamknęłam go szybko i schowałam do ostatniej szuflady biurka. Nie chce się znowu nakręcać i wspominać. Chciałam wyjść z pokoju by sprawdzić co u Maxi'ego ale przerwał mi dźwięk sms'a. 
Od: Fran ;)
14:56
Ludmi, przyjedź do lekarza-TERAZ. 
To ważne, bardzo!!!!

Schowałam telefon do kieszeni spodni i wybiegłam z pokoju.
-Maxi, wychodzę. To bardzo ważne. Jak by rodzice wrócili powiedz, że idę do Marco, do szpitala.-krzyknęłam wychodząc.
Z trudem zatrzymałam taksówkę. Na szczęście kierowca się zatrzymał więc szybko dotarłam do szpitala. Chwilę później stałam pod salą, w której leżał Marco. Nie byłam sama. Byli również Diego i Fede oraz Violetta i Leon. I oczywiście Fran.
-Jestem!-krzyknęłam rzucając się Włoszce na szyje.-Co się stało?!
-Obudził się!-powiedziała przytulając mnie.
Przyjrzałam się innym tu obecnym, oni również wyglądali na podekscytowanych. Federico pocałował mój policzek na powitanie.
Lekarz zaprosił nas na sale gdzie przy Marco siedzieli już szczęśliwi rodzice. Jego mama kurczowo trzymała jego rękę. On uśmiechnął się na widok Francescy.
-Fran!-powiedział cicho.-Moja, kochana Fran.
Dziewczyna przytuliła go mocno a on pocałował jej czoło.
-Za ile Cię wypisują?-zapytała Viola.
-Za tydzień.-odparł Marco nie wypuszczając Fran ze swoich objęć.-Liczę, że będziesz mnie odwiedzać, kochanie.-wrócił się do brunetki.
Dość długo siedzieliśmy z Tavelli'm i opowiadaliśmy mu różne historię. Już nie była aż tak blady jak wczoraj.
-To jakiś cud, że wybudził się tak szybko.-powiedział doktor gdy opuszczaliśmy sale.
W sumie to prawda. Wypadek wydarzył się przedwczoraj.
-Ej, Lu.-Federico zatrzymał mnie gdy wychodziłam ze szpitala.-Może pójdziemy razem na kawę?
-Przepraszam, ale muszę wracać do domu. Maxi jest sam a znasz go...-odparłam.-Ale jutro po szkole chętnie się wybiorę.
-A nie moglibyśmy iść gdzieś wieczorem?-zapytał.
-Muszę się pouczyć przyrody. Mama chcę, bym poprawiła ocenę z odpowiedzi. Już trochę umiem, ale chce się douczyć na 4.
-Rozumiem... A pomaga Ci ktoś z nauką?
-Nie. Uczę się sama. Rodzice nie mają czasu a Leon z przyrody też jest cienki...-uśmiechnęłam się krzywo.
-A może ja Ci pomogę? Mam same 4.
-Przy Tobie się niczego nie nauczę, Feduś.-zachichotałam i cmoknęłam go w policzek.
-W sumie masz racje.-zaśmiał się.-To powodzenia.-dodał zauważając, że jesteśmy pod moim domem. Przytulił mnie mocno i pogłaskał mój policzek.
Weszłam do środka i zobaczyłam mamę rozkładającą zakupy na stole w kuchni.
-Cześć Lusiu.-uśmiechnęła się pogodnie na mój widok.
-Hej.-usiadłam na krześle.-Wróciłaś dziś wcześniej z pracy?
-Tak. Dziś zrobiłam całą papierkową robotę wcześniej. No i jestem. Na obiad będzie makaron ze szpinakiem.
-Dobrze. To ja idę się pouczyć.-odpowiedziałam i poszłam do siebie.
Z nieruszonego od środy plecaka wyciągnęłam podręcznik i zeszyt. Usiadłam przy biurku i towarzyszyłam książkę. 
Godzinę później...
 Moją naukę przerwało powiadomienie z tabletu. Fede dzwonił na Skype.
-Jak idzie Ci nauka, słoneczko?-uśmiechnął się.
-Prawie wszystko umiem.-pochwaliłam się.-Jak tak dalej pójdzie, to serio dostanę to 4.
-No to świetnie!-pogratulował mi.-A możesz gdzieś z nami wyjść?
-Z wami?
-Ze mną, Alex'em i Cami. Idziemy się powłóczyć po mieście, co ty na to?
-Nie mogę. Jest po osiemnastej a ja nie jadłam obiadu. Chcę się przygotować na lekcje i położyć się dziś wcześniej. Jutro mam na 7:30.
-No dobrze. Ale pamiętaj, że jutro po szkole idziemy na kawę!
-Pamiętam. To miłego wieczoru życzę. Pozdrów ode mnie Alex'a i Camile.
-Pa, Ludmi.-posłał mi całusa.
-Pa-rozłączyłam się.
Fede zniknął z ekranu. Odłożyłam urządzenie i wróciłam do nauki.
-Ludmiła! Obiad!-krzyknęła mama z dołu.
Zeszłam więc do kuchni gdzie wszyscy, łącznie z tatą i Leonem, jedli. Mama nałożyła mi porcję na kolorowy talerz. Jedząc rozmawialiśmy. Ojciec opowiadał o nowym asystencie którego przydzielił mu szef. Chłopak podobno ustawia obiektywy, dba by żadna część aparatu się nie zgubiła i inne tego typu rzeczy. Leo zaś mówił, o filmie na którym był dziś ze szkołą.
-Siedziałem obok Violetty.-mrugnął do mnie.
Po posiłku pomogłam mamie w zmywaniu opowiadając jej o Marco. Ucieszyła się, z jego powrotu do zdrowia. Wróciłam do pokoju i jeszcze trochę się pouczyłam. Uznałam, że umiem materiał więc spakowałam się do szkoły. Następnie ułożyłam się wygonie w łóżku wraz z laptopem. Weszłam na FB. O, Clara dodała nowe fotki. Oczywiście na każdej tona tapety i papieros w ustach ale co tam :)).
Weszłam na YouTube i wpisałam w wyszukiwarkę "Miley Cyrus". Kliknęłam w "Wrecking Ball". Moja ulubiona piosenka w jej wykonaniu. Wróciłam więc na profil Clary. I... BUM. Zdjęcie z Natą dodane parę minut temu. Roześmiane, w tle park oświetlony latarniami. Spojrzałam na zegarek: 23:40. Hmm... Myślałam, że mama Natki nie pozwoli jej dziś wychodzić. Widocznie moja byłą przyjaciółka wyszła bez jej wiedzy. Zamknęłam kartę z Facebookiem i wyszłam na Insta. Nic nowego. No... Fran zamieściła zdjęcia z uśmiechniętym Marco. Były zrobione w szpitalu. Oboje byli do siebie przytuleni. Dobrze, że tak szybko wyzdrowiał. Camila wrzuciła foty z wypadu z Federico i Alex'em. Ładnie wyszła i jakość była zadziwiająco dobra. Wcisnęłam "zminimalizuj". Moim oczą ukazała się tapeta. Diego i ja. Super, nawet nie pomyślałam, by ją zmienić. Otwarłam więc folder "Kooochani <3 :*" i po paru minutach szperania kliknęłam na zdjęcie na którym siedziałam na ławce z Leonem. On obejmował mnie ramieniem. Zostało zrobione dwa miesiące temu, przez Maxi'ego, aparatem taty. Chciałam już zabrać się za oglądanie pozostałych zdjęć ale zauważyłam, że jestem jeszcze w ubraniu. Z pod poduszki wyciągnęłam piżamę-różową bluzkę na ramiączkach i przylegające do ciała dresowe spodnie sięgające do kostki. Z szuflady wygrzebałam ciepłe, czerwone skarpety i powędrowałam do łazienki. Szybko umyłam się w kabinie i po ubraniu się stanęłam przed umywalką. Spojrzałam w lustro które wisiało tuż nad nią. Zmyłam makijaż, by nie pobrudzić poduszki. Umyłam zęby i pokryłam całą twarz kremem nawilżającym. Rozczesałam włosy i wyszłam z łazienki. Ułożyłam się na łóżku i przez chwilkę oglądałam jeszcze zdjęcia po czym wyłączyłam laptopa i zgasiłam lampkę nocną po czym położyłam się i zasnęłam.
Następny Dzień
Budzik obudził mnie równo o 6:30. Wstałam pobiegłam do łazienki. Szybko załatwiłam poranną toaletę. Z szafy wyciągnęłam szary t-shirt, niebieskie spodnie i pudrową  marynarkę która przy mankietach miała czarną koronkę. W kuchni pochłonęłam miskę kukurydzianych płatków z mlekiem. Wróciłam do swojego pokoju po plecak i wzięłam z biurka kluczę. Wyszłam z domu. Rodzice już są w pracy a moi bracie smacznie śpią. Maxi ma na 9:10 a Leon 10:50. E tam, przynajmniej ja kończę  wcześniej lekcje. Violetta siedziała przed szkołą. Gdy mnie zauważyła z promiennym uśmiechem pomachała do mnie. 
-Cześć, Ludmi.-powiedziała i przytuliła mnie.-Która godzina? Telefon wpadł mi wgłąb plecaka a nie chce teraz wszystkiego wyjmować...
-7:10. Chodźmy do środka.-odparłam.-Jaką mamy pierwszą lekcje?
-Przyrodę.-wstała z murku na którym siedziała.-Przygotowałaś się?
-Tak. Siedziałam nad tym wczoraj około 3 godzin. Ale szczerze mówiąc trochę się boje.-westchnęłam gdy weszłyśmy do budynku. 
Powędrowałyśmy do szatni. Nie mogłyśmy pójść pod salę bo woźna by nas wyprosiła mówiąc "Tu trwają lekcje.". Nie byłyśmy jednak same. Przy swojej szafce kręcił się Tomas. 
-Hej, dziewczyny.-uśmiechnął się do nas.
-Cześć.-odpowiedziałyśmy prawie równocześnie. 
Heredia oddalił się od nas parę kroków i usiadł na ławce przy końcu korytarza. Wyciągnął telefon i zaczął się w niego gapić zupełnie tak, jakby nas tu nie było. 
Czas mijał szybko, jak zawsze na rozmowie z Violą. Pięć minut przed dzwonkiem, wraz z Tomasem, poszłyśmy pod salę. Przerwa minęła szybko. Za szybko. Nauczycielka wpuściła nas do sali bacznie mi się przyglądając. 
-Do odpowiedzi pójdzie dziś...-mruknęła wodząc palcem po dzienniku gdy wszyscy siedzieliśmy już na miejscach.-Ludmiła Ferro.
-A nie sprawdzi pani najpierw obecności?-wtrąciła Fran która uważała że cała lekcja powinna być prowadzona zgodnie z regułą.
Nauczycielka zignorowała jej uwagę i kazała mi podejść do tablicy. Ledwo podniosłam się z miejsca. Strach mnie sparaliżował. Zdawała mi dość proste pytania i mimo tego, że jąkałam się odpowiedziałam na nie. Niestety, na ostatnie nie znałam odpowiedzi. 
-A chciałam dać Ci 5,Ludmiło.-powiedziała z odrazą wpisując mi 4 do dziennika. 
Mimo to, byłam zadowolona bo właśnie na ocenę "dobrą" miałam nadzieje. Lekcja minęła szybko ale wybiegłam z niej pierwsza. Wraz z Castillo, i resztą klasy, odłożyliśmy plecaki pod salą 17 gdzie mieliśmy mieć plastykę. Ona minęła bardzo przyjemnie. Malowaliśmy martwą naturę.Dostałam 5, jak każdy. Na ostatniej lekcji, tzn.: Matematyce wydarzyło się coś, czego nawet Maxi by nie wymyślił. Natka została poproszona do tablicy. Zadanie nie było trudne bo tego rodzaju zadania przerabiamy od 2 tygodni. 
-Nie mam zamiaru tego rozwiązać.-warknęła Navarro gdy nauczyciel, bo matmy uczy nas pan Dominguez, podał jej kredę. 
-Naty, co ty mówisz? Przecież Ci pomogę.-odparł spokojnie. 
-Nie mam zamiaru tego rozwiązać.-powtórzyła rzucając kredę w kąt sali. 
-Może troszkę grzeczniej? Natalko, podnieś to po czym usiądź w ławce. Zadzwonię do twojej mamy. 
-Nie zgadzam się?! Co pan sobie myśli?! Moja matka musi zarabiać. Nie będzie jeździć bo jakiś facet sobie tego życzy. Rozumiesz?!
-Nie przypominam sobie, abyśmy byli na ty. Usiądź już proszę. 
-Pan nie będzie mi rozkazywać! Do wiedzenia.-podeszła do ławki i  zabrała swoją torebkę po czym wyszła. 
Nauczyciel prowadził lekcje dalej. Po dzwonku powiedział Fran by dowiedziała się co z Natalią. Włoszka od razu poszła jej poszukać a ja i Viola opuściłyśmy szkołę. 
-Dużo jest dziś zadane?-zapytała.
-Nie, tylko z matematyki jedna strona z ćwiczeń.-odpowiedziałam po chwili namysłu. 
-Eh... Nie rozumiem, o co chodzi Natalii.-zmieniła temat.
-Ja też nie. Tęsknie za starą, dobrą Naty która uwielbiała siatkówkę, babskie wieczory itp. Ale... To chyba moja wina...
-Ludmi, o czym ty mówisz?!
-Może gdy bym jej nie zostawiła i dalej się z nią przyjaźniła nie zaczęłaby się tak zachowywać.
-Lu.-stanęła naprzeciwko mnie i spojrzała głęboko w oczy.-Nie mów tak. To, że ona się stoczyła to jej wina. I Clary.
-I moja.-nie dawałam za wygraną.-Mogłam jej chociaż wysłuchać...
Odprowadziłam Viole na przystanek i obiecałam że zadzwonię. Sama zaś wróciłam do domu. Nie zastałam nikogo. No cóż, tak jak mówiłam braciszkowie siedzą w szkole a rodzice w pracy. Zostawiłam plecak w korytarzu i poszłam do kuchni. Z lodówki wyciągnęłam jogurt waniliowy i z nim w ręce powędrowałam do salonu. Zdjęłam trampki i rozłożyłam się wygodnie na kanapie. Za pomocą pilota włączyłam telewizor. Zjadłam jogurt i około godziny oglądałam przegląd tygodnia. Dowiedziałam się że Miley Cyrus ma nowego chłopaka (przystojnego), Selena Gomez była na randce z Davidem Henrie i wiele innych ploteczek ze świata celebrytów. Czy mnie to interesowało? Nie zbyt. No ale chyba nie ma nic złego w dowiedzeniu się co tam u naszych celebrytów, prawda?
Kiedy już miałam przełączyć kanał usłyszałam dzwonek do drzwi. Podniosłam się z kanapy.
-Cześć.-uśmiechnął się Fede.-Czyżbyś zapomniała o naszej kawie?
-Em... O rany, masz racje! Tak Cię przepraszam...-wydukałam.
-Nic się nie dzieje. Leon za jakieś pół godziny będzie w domu bo idzie z Fran do szpitala by zobaczyć Marco. Kazał Ci przekazać.
-Dobrze. Ubiorę się i wychodzimy.-wpuściłam go do środka.
Szybko założyłam obuwie i do torebki,którą założyłam na ramie, włożyłam klucze, telefon i 20 peso. Zamknęłam dom i ruszyliśmy w stronę Starbucka. Spojrzałam na Włocha. Miał na sobie czarną bluzkę z krótkim rękawkiem, beżowe rurki z zawiniętą nogawką co sprawiało, że sięgały do kostek. Na jego stopach widniały męskie, granatowe vansy. Włosy były jak zawsze dokładnie ułożone a na karku było widać niewielki element jego tatuażu. Czy wspomniałam, że Federico ma tatuaż? Nie, prawda? No więc zrobił go sobie w 17 urodziny. Jest to napis "Przyjaciele na zawsze." Chyba dotyczył Diego.
Gdy dotarliśmy do kawiarni szatyn otworzył mi drzwi i wpuścił przed sobą. Poprosił, bym usiadła przy stoliku, a sam stanął w kolejce która,dzięki Bogu, nie była długa. Rozsiadłam się wygodnie. Z głośników leciała piosenka Real Love, Jess Glynne która tak mi się spodobała że parę dni temu ściągnęłam ją na MP3.
-Już jestem.-powiedział z uśmiechem brunet stawiając na stoliku dwie kawy, latte.
-No to opowiadaj.-uśmiechnęłam się.-Jak było wczoraj z Alex'em i Camilą?
-Fajnie. Byliśmy w galerii.-odparł upijając łyk napoju.-A ty co dostałaś z przyrody? Nie pochwaliłaś się. 
-Czwórka.-odparłam dumnie.
-No barwo! Gratulacje.-klasnął w dłonie.
Już miałam coś odpowiedzieć ale moją uwagę przykuł wysoki brunet który przekroczył próg Starbucka. Wydawało mi się, że go znam. 
-Ludmiła?-chłopak popatrzył na mnie szeroko się uśmiechając. Nie wiedziałam co zrobić. 
Podbiegł do nas a ja wtedy przypatrzyłam się jego twarzy... 
-Seba?-zapytałam oszołomiona. Hmmm... Kim jest Seba? Bratem Naty. Starszym o 4 lata. Studiuje w Madrycie dlatego rzadko się widują.-Co ty tu robisz? 
-Postanowiłem odwiedzić rodzinę. Mama zadzwoniła do mnie przed wczoraj i powiedziała, że ma problemy wychowawcze z Natką. 
-No faktycznie...-westchnęłam.-No ale fajnie, że przyjechałeś.
-No dobra, ja lecę. Nie przeszkadzam Wam. Ale musimy się zdzwonić, nie?-mrugnął do mnie i poszedł do kolejki która niestety była już dość długa. 
Zostałam więc z Federico. Opowiedziałam mu o tym, co wydarzyło się dziś w szkole. Zdziwiło go zachowanie Natalii. Mimo, że wypiliśmy kawę posiedzieliśmy jeszcze w kawiarni. Gdy z niej wyszliśmy Włoch zaproponował, że odprowadzi mnie do domu. Normalnie poszlibyśmy np.: na spacer ale dostałam sms'a od taty. Prosił, bym wracała już do domu bo mama ugotowała już obiad. 
-Było mi bardzo miło.-pocałowałam go w policzek gdy byliśmy pod moim domem.
-Mi również, Ludmi.-pogłaskał mnie po policzku.
-Pa.-szepnęłam otwierając drzwi. On tylko pomachał mi na pożegnanie. 
Jedząc obiad pochwaliłam się oceną i opowiedziała o kawie z Federico. Leon prawie w ogóle się nie odzywał. To do niego niepodobne. Po posiłku, gdy skończyłam odnosić naczynia do zlewu poszłam do jego pokoju. 
-Mogę wejść?-delikatnie zapukałam w lekko uchylone drzwi. 
W odpowiedzi usłyszałam ciche "tak". Weszłam do środka i usiadłam na skraju łóżka, na którym leżał. 
-Co się stało?-zapytałam. 
-Nic. Co się miało stać?-odparł patrząc w telefon. 
-Leon, wiem że coś się dzieje.-westchnęłam.-Powiedz mi, proszę. 
-A nie powiesz rodzicom?-zawahał się. 
-Nie... Mów.-odpowiedziałam stanowczo. 
-Zostanę ojcem, Lu. Zostanę ojcem. 
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
TAM DAM DAM XD No jak widzicie, rozdział skończył się... Ciekawie... xd Powiem tylko, że Ludmile się nic nie śni ani nie wydaje. 
Rozdział troszkę krótki ale jest. :) Ogólnie przeszłam na dietę-Trzymajcie za mnie kciuki :D
No to tak: Przebiłam samą siebie. Od bloga "Dietini Story" na którym były opublikowane 23 rozdziały (jak na mnie to dość dużo xdd) żadno z moich blogów nie posiadało więcej niż 7 postów. A ten ma "aż" 11 xD +one shot ^ ^ Dziękuje, że przy mnie byliście i jesteście :3
Ach! I za 4 rozdziały rusza.... 2 SEZON! Opowiadanie zostanie to samo tak jak postacie ale myślę, że parę nowych osób się pojawi ;)) No i jeszcze... Usunęłam wszystkie blogi (oprócz tego) i mam zamiar założyć nowego. Ten nowy będzie miał też dość dużo rozdziałów i mam nadzieje, że będziecie czytać i komentować c: Link do nowego opowiadania pojawi się w aktualizacji tego postu *-* 

AKTUALIZACJA (28.01.2015)

http://zawsze-bede-przy-tobie.blogspot.com/





 

wtorek, 13 stycznia 2015

Rozdział 10

  "Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości."

Zasnęłam dopiero o 01:00. Wraz z Violą robiłyśmy za telefon zaufania. Fran była roztrzęsiona. Mówiłyśmy jej, że będzie dobrze i że Marco z tego wyjdzie. Ale czy tak się stanie? 
Otóż miał wypadek na motorze. Razem z Diego jeździli na torze. Maszyna Tavelli'ego zaczęła świrować. Meksykanin wjechał w Hernendez'a. Mój były jakoś nie ucierpiał. Skończyło się na sińcach. Za to stan zdrowia Marco nie jest dobry...
Umówiłyśmy się, że zobaczymy się w szpitalu. Gdy będziemy już w B.A. 
Mimo małej ilości snu jestem wyspana. Violetta z reguły mało śpi więc... Wszyscy zebraliśmy się w godzinę. Leon jechał z Fede i jego rodzicami a z nami Viola. Maxi miał więc przyjemność siedzenia przy oknie. Muzyka leciała w radiu. Mama, która w nocy odwiedziła pokój w którym spałam z szatynką (przez łkanie Francescy), pytała o stan mojego przyjaciela. Tata zaś skupił się na drodze. Był okropny upał ale jakoś przetrwaliśmy. 
Trzy godziny później...
Stoję właśnie z Violą przed salą w której leży Marco. Za chwile wejdziemy go zobaczyć. Francesca cały czas kurczowo trzyma mnie za rękę. Trzęsie się i jest bardzo słaba. Jego rodzice podobno siedzieli tu całą noc. Przyjrzałam się im. Ona-Wysoka brunetka, pełne usta i nieco bulwiasty nos (ale pasował do niej). Opalona. On-Postawny szatyn, z zarostem. Duże, niebieskie oczy. Oboje siedzieli do siebie przytuleni. Widać było że kobieta płakała. 
-Mogą państwo wejść.-usłyszałam głos pielęgniarki. 
We trzy weszłyśmy do środka. Ku mojemu zdziwieniu na krześle w rogu pomieszczenia siedział Diego. Na głowie miał opatrunek a na kolanach... Naty. 
-Hej.-przywitał się z lekkim uśmiechem. 
-Cześć.-odparłam po czym mocno przycisnęłam do siebie obie wargi.
Podeszłyśmy do łóżka na którym leżał Meksykanin. Włoszka przejechała ręką po jego policzku. 
Ja spojrzałam na Natalie. Gdy ta poczuła mój wzrok na sobie od razu przyssała się do Diego. 
-Czy możesz przestać?-warknęła cicho Violetta. 
-Hmmm?-odezwała się Navarro. 
-Czy możesz przestać?!-powtórzyła głośniej dziewczyna. 
-Ale o co chodzi?-Hiszpanka udawała głupią. Ja wiedziałam o co chodzi Violi. 
-Dobrze wiesz, o co mi chodzi. Całujesz go, po to, by zrobić Ludmile na złość!
-Nie prawda! To mój chłopak, mogę go całować kiedy chce!
-Hm... Ciekawe. Po czterech dniach od zerwania Luśki z Diego ty się  z nim spotykasz. Jak można?!
Wtedy na sale wszedł Leon. Objął Viole ramieniem i przyjrzał się brunetce.
-Ciszej, na cały szpital Was słychać.-powiedział spokojnie. 
-To ona na mnie naskakuje!-krzyknęła Nata. 
-Szczerze wątpię. Vilu jest z reguły bardzo spokojna. A jeśli już, to musiała mieć powód. A Ty Diego. Serio? Nie rozumiem cię człowieku.
Chwile później wracałam do domu autobusem. Towarzyszył mi Leon.Violetta poszła do domu a Naty została z Hernandez'em i Fran w szpitalu.  Nata zaczęła mnie strasznie denerwować. Mam już dość Diego i nie wrócę do niego ale czuję się nieswojo gdy się całują itp.
-Siostra, wysiadaj.-Leon przerwał moje przemyślenia. Gdy by jechała sama pewnie "przebudziłabym" się za jakieś pół godziny.
Z przystanku do domu mieliśmy jakieś 15 minut. Pogoda była ładna i, na szczęście, się ochłodziło. Obok mnie przeszedł Tomas i rzucił "Hej" oraz się pogodnie uśmiechnął . Odwzajemniłam uśmiech.
Gdy weszliśmy do domu Leoś powędrował do siebie a ja postanowiłam zrobić sobie kanapkę.
Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam z niej masło i talerzyk na którym leżały plasterki pomidora. Z pojemnika na pieczywo wyciągnęłam bułkę. Posmarowałam ją i ułożyłam na niej warzywo.
Usiadłam przy stole i zaczęłam jeść. Nagle w kuchni zjawiła się moja mama. Usiadła obok mnie.
-Co tam u Ciebie, Lu?-zapytała z uśmiechem pijąc herbatę.
-Może być. Dlaczego pytasz?-wymamrotałam pomiędzy kęsami.
-Wiesz... Ostatnio w ogóle nie rozmawiamy.-westchnęła.-Jeszcze parę tygodni temu mówiłaś mi o wszystkim. Teraz dowiaduje się wszystkiego od Leośka.
-Przepraszam, mamo. Wiem, jestem teraz taka... nieobecna? Po tej sytuacji z Diego wszystko się zmieniło. I do tego Naty... Eh...
-Pamiętaj, mi możesz wszystko powiedzieć.-uśmiechnęła się troskliwie.-A dzisiaj randka z Fede tak?
-Tak.-zachichotałam.-Myślisz że mogła bym ubrać tą śliczną, pistacjową spódniczkę ?
-Tą, którą ciocia przysłała Ci z Madrytu?
-Tak-pokiwałam głową.
-Ona będzie świetna! Pasuje na każdą okazje. Jak się czeszesz? 
-Może warkocz? To takie bardziej oryginalne...
-Och jak ja dawno nie widziałam cię w warkoczu! A wyglądasz w nim tak ślicznie!
Posiedziałam chwilę z mamą po czym poszłam się wykąpać. Wzięłam długi prysznic. Umyłam się po czym, zawinięta w ręcznik suszyłam włosy suszarką. Przemknęłam przez korytarz. Zamknęłam pokój na klucz i wyciągnęłam przygotowane wcześniej,przed wizytą w szpitalu, ubrania. Założyłam czarny stanik i majtki. Wciągnęłam na siebie wspomnianą wcześniej spódniczkę. Ubrałam również białą, cienką bluzkę z krótkim rękawkiem i naszyjnik. 
Usiadłam na krześle przed lustrem.  Włosy były już suche. Według instrukcji z internetu zaczęłam je rozczesywać. Jak na pierwszy raz jest dobrze.. Jakoś udało mi się zrobić wymarzoną fryzurę. Do makijażu użyłam eyelinera, tuszu do rzęs i szminki w kolorze czerwonego wina. Mama weszła do mojego pokoju. 
-Lud, wyglądasz wspaniale!-powiedziała patrząc na mnie z szerokim uśmiechem. 
Obejrzałam się w lustrze. Wszystko było OK. Pierwszy raz spodobałam się sobie! Zawsze byłam dla siebie surowa. No cóż, mam niską samoocenę. 
-Jorge, Jorge!-wołała do taty który co dopiero wrócił z pracy.-Chodź do pokoju Lusi!
Po chwili tata z uśmiechem patrzył na mnie.
-Ludmi... Ja...-wydukał.
Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko zbiegłam na dół.
-Cześć.-powiedział Włoch i pocałował mnie w dwa policzki.
-O, hej Fede.-uśmiechnęła się moja mama.
-Dobry wieczór.-zwrócił się do niej.
-To my już może pójdziemy...-wzięłam go za rękę i wyprowadziłam z domu. Wiedziałam, że mama lada moment zaprosi go na herbatę a on, jak to on, zgodzi się z grzeczności.
-Restauracja jest niedaleko, przejdziemy się, dobrze? Ewentualnie zamówię taxi.-przerwał ciszę.
-Niema problemu, możemy iść.-uśmiechnęłam się lekko.
Na szczęście nie było tak gorąco jak wczoraj. Wiał przyjemny wiatr. Federico szedł spokojnie obok mnie z lekkim uśmiechem na twarzy. Rozmawialiśmy o Marco, Diego oraz Naty. Mieliśmy podobne zdanie na ten temat. Nie czułam się zestresowana jak na pierwszej randce z Hernandez'em. Rozmawialiśmy ze sobą bez żadnych barier. Viola zawsze mówi, że jeśli w związku jest przyjaźń jest to oznaka, że obie osoby czują się swobodnie. Czy ja i Diego byliśmy przyjaciółmi? Chyba nie... Nie mówiliśmy sobie wszystkiego, to na pewno. Mimo to, wydawało mi się, że jesteśmy ze sobą szczęśliwi. Eh...
-Jesteśmy na miejscu.-z przemyśleń wytrącił mnie Fede kładąc mi rękę na ramieniu.
Moim oczom ukazała się sporych rozmiarów restauracja sushi. Świetnie!
Usiedliśmy przy stoliku w rogu restauracji. Szybko podszedł do nas kelner. Podał nam menu. Po złożeniu zamówienia powiedział "Za 10 minut powinno być gotowe" i poszedł.
-Podoba Ci się tu?-zapytał Feder.
-Tak, bardzo. Uwielbiam sushi.-odparłam z uśmiechem.
-Wiem.-zabawnie przekrzywił głowę.-Inaczej bym cię tu nie zabrał.
Po chwili kelner pojawił się z jedzeniem. Jedliśmy pałeczkami.
-Najlepsze sushi jakie jadłam.-powiedziałam jedząc.
Panowała przyjemna atmosfera a my w dalszym ciągu rozmawialiśmy.
-Słyszałaś że Alex za miesiąc się wyprowadza?
-Serio? O jeju, nie... Przecież Cami się załamie.
-Eh... Też tego nie chce. Przyjaźnie się z nim.
-Ale... Jak poradzi sobie wasza drużyna bez niego?
-Nie wiem. Musimy znaleźć zastępstwo.-odparł smutno.
-A jak Camila zareagowała?
-Jeszcze jej nie powiadomił. Powiedział, że czeka na odpowiedni moment. Ja bym jej już teraz powiedział.
-Pewnie nie chce jej ranić. Ona się tak angażuje w ten związek...
-Masz racje. Będę za nim tęsknił.
-A gdzie on się w ogóle wprowadza?
-Do chrzestnej, do Madrytu.
-Oj, daleko. Matko, a taki z niego fajny chłopak.
-Przyrzekał, że będzie nas odwiedzał. Raz w miesiącu.
 I wszystko było wspaniałe: obecność Fede, to z jakim zaangażowaniem opowiadał mi o swoich problemach, zabawnych sytuacjach, jedzenie ale oczywiście coś musiało pójść nie tak.
-Ludmiła! Feduś!-usłyszeliśmy znany głos. Odwróciliśmy się. Stała tam Naty. A dokładnie kiwała się na boki. A za nią Clara, w takim samym stanie.
-Są pijane.-szepnął Włoch.
-Może się dosiądziemy?-parsknęła śmiechem Hiszpanka i wywinęła orła. Upadła na podłogę. Federico rzucił się na ziemie by jej pomóc i ostrożnie ją podniósł. Natalia wyszła z tego BEZ SZWANKU.
-Ojeju, Natuś... Jaka z Ciebie niez...-śmiała się Alonso po czym sama runęła na posadzkę. Jeden z pracowników restauracji zaczynał pomagać Fede.
Musieliśmy opuścić restauracje by nie przeszkadzać gościom. Włoch w pośpiechu zapłacił. Usadziliśmy dwie dziewczyny na ławce a on zadzwonił po taxi. Niestety, musieliśmy jechać z nimi.
Najpierw odwieźliśmy Natę. Trzymając ją pod rękę weszłam do kamienicy. Gdy jej mama ją zobaczyła prawie dostała zawału. A przynajmniej zrobiła takie wrażenie.
-Matko Boska! Natalia!-wykrzyknęła na widok córki.-Ludmi, o co chodzi?
-Wygląda na to, że przedawkowała alkohol.-powiedziałam wprowadzając ją do mieszkania.-Była na kolacji z... Z przyjacielem i wtedy ona, i jej nowa przyjaciółka wpadły do niej w takim stanie. Wyszliśmy z restauracji i taksówką ją tu przywieźliśmy...
-Oj, tak. Natka mówiła już, że się nie przyjaźnicie. Była tutaj parę razy z taką dziewczyną... Cara? Nie, nie Clara. Właśnie!
-Nie chce pani martwić ale ona ma na nią zły wpływ. Zna ją przecież pani, ona wcześniej nie tykała alkoholu.
-Wiem. Coś złego się z nią dzieje. Bardzo ostro się maluje, często wychodzi i wraca o kosmicznych porach, nawet, gdy następnego dnia musi iść do szkoły. Ostatnio nic mi nie mówi. Tak, to tylko 3 dni ale widzę, że się zmienia. Smutno mi, że się z nią już nie przyjaźnisz i szczerze mówiąc miałam do Ciebie lekkie pretensje ale teraz widzę, że ona sama jest sobie winna.
-Naty pani nie mówiła?
-Ale o czym? Nic mi nie mówi. Nawet nie wiem, z kim wychodzi. Wraca otulona papierosowym dymem.
-Chyba będzie lepiej, jak sama pani wszystko wytłumaczy. Przepraszam, ale muszę iść. Clare też musimy odwieść.
-Dobrze, skarbie. Zajmę się nią ale postaram się nie krzyczeć. Dziękuje Ci bardzo i twojemu koledze też. Nie wiem, jak się Wam odwdzięczę.
Obdarowałam ją szerokim, szczerym uśmiechem i wróciłam do Fede. On czekał na mnie z Clarą jeszcze w samochodzie. Był tylko jeden problem, nie znaliśmy jej adresu. Poprosiliśmy, by taksówkarz wysadził nas pod szkołą. Włoch zapłacił mimo, że chciałam się dołożyć.
Nie wiedzieliśmy co robić. I wtedy jak z nieba spadł nam Diego! Był trochę zdziwiony, że jego nowa koleżanka nie ma przy sobie dokumentów ani telefonu. Po moich prośbach (bo Federico nie chciał słuchać) podał na adres dziewczyny.
-Em... Lu, możemy pogadać?-zapytał gdy udało nam się usadzić przysypiającą już dziewczynę na ławce.
-Może nie zauważyłeś, ale jedna z naszych obecnych ale i przymusowych towarzyszek, jest kompletnie pijana.-odparłam ironicznie.
-A jutro? Po szkole?-pytał po chwili.
-Niech będzie, ale na przyszłość pilnuj swojej dziewczyny.-wycedziłam i razem z Fede poszliśmy w stronę domu państwa Alonso. Otworzył nam wysoki, zadbany mężczyzna.
-Clara!-krzyknął tuląc córkę która praktycznie spała.-Córeczko, tak się martwiłem!
Wytłumaczyliśmy mu wszystko dokładnie a on opowiedział mu o problemach wychowawczych z Clarą. Był bardzo zatroskany.
-Amanda... Znaczy moja żona nie wyjdzie do Was bo śpi. Bidulka, tak się o nią martwiła... Poprosiłem, by się położyła i ledwo zasnęła. Dzieciaki, naprawdę nie wiem, co robimy źle.-westchnął.-Staramy się spędzać z nią wiele czasu, kupujemy jej co chce oraz staramy się z nią rozmawiać.
Posiedzieliśmy chwile ale potem uznaliśmy, że musimy się zbierać. Facet bardzo nam dziękował.
-Przepraszam, zniszczyłem całą randkę.-szepnął Fede gdy wyszliśmy z kamienicy.-Ten wieczór miał wyglądać zupełnie inaczej.
-Ej, to nie woja wina.-uśmiechnęłam się i pogłaskałam go po policzku.-Dobrze zrobiliśmy pomagając im.
-Hmm... Może i dobrze ale jeśli chodzi o nasze spotkanie to nie było zbyt romantyczne.-odpowiedział smutno.
-Oj, sushi było pyszne, a restauracja bardzo mi się podobała. Miło porozmawialiśmy. Nie było źle.-musnęłam jego policzek.
Chwile milczeliśmy. Spojrzeliśmy na niebo. Było takie piękne... Całe rozgwieżdżone. 
-Ale nie wszystko stracone.-rozpromienił się nagle.-Chodźmy do mnie. Oglądniemy jakiś film i poleżymy na kanapie. Z resztą... Jest dopiero 19:00.
Zgodziłam się. Spodobał mi się ten pomysł. Nie miałam siły nigdzie chodzić więc pojechaliśmy autobusem.
Mieszkanie Fede okazało się bardzo ładne. Przywitała mnie jego mama która właśnie robiła kolacje dla siebie i męża który podobno zaraz miał wrócić do domu. Rozsiedliśmy się w salonie z kanapkami z szynką parmeńską i rukolą. Byśmy mieli troszkę prywatności Federico zamknął drzwi.
-Synuś, na półce, obok figurki od cioci Marry leży film "Zostań jeśli kochasz". Oglądnijcie sobie, jeśli chcecie.-zawołała jego mama przechodząc przez korytarz.
Włączyliśmy więc "Zostań jeśli kochasz".
Film bardzo mi się spodobał. Niestety, była strasznie senna i nawet nie zauważyłam, kiedy zasnęłam...
Następnego Dnia
 Obudziłam się w objęciach Fede. Spaliśmy na kanapie. Delikatnie wysunęłam się z ego objęć i spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Było po 10:00! No supi, od dwóch godzin powinniśmy być w szkole.
-Lu? Co się stało?-zapytał Feder siadając na kanapie.
-Chyba zasnęliśmy. Powiem ci że jesteśmy już spóźnieni do szkoły.-westchnęłam.
-Hm.. No to musimy się zbierać. Dziwne, że moja mama nas nie obudziła.
I wtedy zadzwonił mój telefon. Violetta. Powiedziała, że mam szczęście-Dziś była zorganizowana niespodzianka dla uczniów, wyjście do kina. Ufff...
Fede podwiózł mnie więc do szkoły. Tzn: towarzyszył mi w powrocie autobusem. Pożegnał mnie soczystym buziakiem w policzek i oznajmił, że musimy jeszcze gdzieś razem wyjść. Powiedziałam, że z chęcią wyjdę gdzieś w piątek.
W domu siedział Maxi który nie poszedł do szkoły.
-I jak było?-zapytał.
-Fajnie, fajnie. A ty widziałeś się już z Larą?-odparłam siadając obok niego, bo akurat odpoczywał w salonie.-I dlaczego nie siedzisz w szkole?
-Spotkaliśmy się wczoraj. Byliśmy MC. I nie poszedłem bo boli mnie trochę ręka. Oparzyłem sobie żelazkiem. Ale w sumie... Cieszę się z tego. Chętnie posiedzę w domu.-zaśmiał się.
-Co jak co, ale ty umiesz wybrać romantyczne miejsce.-zachichotałam.
-A wy gdzie byliście?
-Na sushi. I w jego domu. Oglądaliśmy film. I... A to Ci opowiem wieczorem. I Leonowi też, ok?
-No dobra. A teraz błagam, przełącz mi kanał! To jebane animal planet leci od piętnastu minut a ja już mam dość. A poza tym nie mam ja przełączyć.
Przełączyłam na to, co chciał i poszłam do siebie. Brzuch burczał mi okropnie bo zapomnieliśmy o śniadaniu. Zjadłam więc tosty i wypiłam kawę. Następnie poszłam się przebrać. Wzięłam też szybki prysznic. Ubrałam czerwone rurki, czarną bluzkę bez żadnego logo i białe trampki. I nagle przyszedł sms od Diego. Poprosił o spotkanie. Wzięłam więc kluczę i telefon po czym poszłam do parku. Hernandez tam na mnie czekał.
-Cześć Lu.-powiedział.
-Hej. O czym chciałeś pogadać?-od razu przeszłam do rzeczy.
-Ludmi, ja Cię dalej kocham!-krzyknął.
-A co z Natalią?-odparłam zdziwiona.
-Ona... Ona nic dla mnie nie znaczy kocham Ciebie.-bełkotał.
-Posłuchaj, jesteś z nią. Nie możesz się tak bawić uczuciami. A ja... Szczerze mówiąc nie jestem tobą zainteresowana. Zdradziłeś mnie Diego. Jeśli już nawet mielibyśmy się pogodzić to zostalibyśmy przyjaciółmi. I zajmij się Natą skoro z nią chodzisz. To nie ja i Fede mieliśmy się nią zająć, tylko ty. Gdzie byłeś, kiedy byłeś jej potrzebny? Gdy pijana łaziła po mieście?
-Ludmi.. Ja...
-Ty idź lepiej do jej domu i sprawdź jak się czuje.
-Jesteś z Fede?
-Nie. Jeszcze nie.
-Jak to?
-Zajmij się lepiej swoim związkiem. Żegnam-rzuciłam i szybko wyszłam z parku.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
TADAM XD MASAKRA. XD Napisała bym coś jeszcze ale muszę schodzić na kolacje a chce to opublikować : D Pozdrawiam was i sukcesów w nowym roku :***